Rowerowy sukces Wrocławia w praktyce…

Tytułem przydługiego wstępu: w zeszłym roku jechałem razu pewnego na działkę. Droga tam, z mojego domu, biegnie ulicą Jagiellońską do pętli Jagiellońska-Ogrody. Tamtego dnia byłem wyprzedzany przez panią w autobusie MPK Olsztyn marki Volvo. Pani źle wyliczyła odległość i gdybym nie uciekł z drogi na szutrowe pobocze, to Pani by mnie z niej zrzuciła podczas powrotu na swój pas ruchu. Dogoniłem ją potem na w/w pętli i ochrzaniłem od góry do dołu. Pani nawet nie dyskutowała – przeprosiła, i prosiła o zrozumienie, bo zdarzenie wynikło z jej błędnej oceny odległości – na koniec obiecała poprawę i większą uwagę przy wyprzedzaniu rowerzystów…

Dziś tego typu zdarzenie przytrafiło mi się we Wrocławiu. Z pracy wracam ulicą Mińską – jednojezdniowa ulica z wąskim chodnikiem bez drogi dla rowerów. Ulica ta ze względu na natężenie ruchu i stan nawierzchni pozwala na rozwinięcie przez samochody około 30-40km/h. W godzinach szczytu ta prędkość jest jeszcze niższa. Ulica ta krzyżuje się na rondzie z ulicą Stanisławowską.

Akcja właściwa: jadę ulicą Mińską około 30km/h, jakieś 100m przed rondem słyszę podwyższone obroty diesela i kątem oka widzę autobus miejski, który mnie wyprzedza. Myślę sobie: kozak – nieźle po garach musi dać, żeby zdążyć przed rondem. Nic takiego nie ma jednak miejsca. Pan niespiesznie mnie wyprzedza i z ledwością mieści się przodem pomiędzy wysepką a mną pomimo tego, że zwolniłem. A to co się działo potem przypomina mi jaka odpowiedzialność spoczywa na kierowcach i jeszcze mi się ręce trzęsą. Autobus mija mnie tylnym kołem po czym zwis tylny mocno zachodzi w moją stronę i uderza we mnie. Następnie przeciera mnie przez całą długość tylnych drzwi – wszystko przy prędkości mojej około 20km/h (zwolniłem, żeby się zmieścił) i jego jakichś 35km/h. Potem jedzie dalej jakby nigdy nic… Nie miałem żadnej możliwości odskoczenia czy uniku. Obok był krawężnik – gdybym na niego najechał to mogłoby nie być fajnie – gdyby autobus przejechał bliżej mnie o kilka centrymetrów – też nie byłoby fajnie…

W kwadracie cały wypucowany przez moje ramię fragment autobusu

W kwadracie cały wypucowany przez moje ramię fragment autobusu

Tym razem też postanowiłem porozmawiać z człowiekiem (to znaczy zjechać go od góry do dołu, żeby następnym razem pomyślał). Dogoniłem go więc na przystanku i drę się na niego. Natomiast pan kierowca odzywa się do mnie, że on mnie widział w lusterku i że niemożliwe żeby się o mnie otarł, o co mi w ogóle chodzi… Żadnego przepraszam. Pan mnie prawie zabił, ale przecież on widział w lusterku, więc sprawy nie ma. No niestety przy takiej postawie byłem zmuszony zadzwonić na Policję. Pani jadąca samochodem za autobusem zatrzymała się i również przyszła na przystanek, ponieważ wyglądało to tak jakbym zaraz miał zostać przeczołgany pod autobusem i zgodziła się być świadkiem (co na szczęście okazało się zbędne).

W miejscu w którym znajduje się ten autobus, "mój autobus" kończył manewr wyprzedzania. Niestety przeliczył się...

W miejscu w którym znajduje się ten autobus, „mój autobus” kończył manewr wyprzedzania. Niestety przeliczył się…

Pan zaczął mnie przepraszać (i prosić żebym wszystko odwołał) dopiero gdy rozmawiałem z dyżurnym policji… Policja po obejrzeniu wypucowanych moją koszulą drzwi i po przymierzeniu mnie na rowerze czy na wysokość pasuje, nie za bardzo chciała słuchać tłumaczeń kierowcy autobusu. Człowiek dostał mandat – liczę, że ostatni z tego powodu… Najciekawsze jest, że już po uspokojeniu się nie potrafił odpowiedzieć mi na pytanie w jakim celu chciał mnie wyprzedzić 100 metrów przed rondem i 120 metrów przed przystankiem – przecież nawet gdybym jechał tą trasą co on, to znowu bym się znalazł przed nim, bo on stałby na przystanku…

Ten autobus właśnie wjeżdża w zatokę przystankową zaraz za rondem.

Ten autobus właśnie wjeżdża w zatokę przystankową zaraz za rondem. Za panem z wózkiem dziecięcym widać wiatę tego przystanku…

Czy takich zdarzeń jest dużo? Przecież ja w codziennym ulicznym ruchu miejskim poruszam się niecały rok (2 maja będzie rocznica 🙂 ), a miałem już dwa poważne zdarzenia z wyprzedającymi autobusami. Tego typu akcje mogą się skończyć naprawdę tragicznie – autobus to jest potężna masa, która by mnie po prostu zmiażdżyła. Zawsze robię wszystko żeby uniknąć jakiegokolwiek fizycznego kontaktu z innymi pojazdami i zachować bezpieczny margines. W takiej sytuacji nie mam żadnych szans, bo mój metrowy zapas do krawężnika znika błyskawicznie a potem nie mam już nic i wybór: albo wjeżdżać w autobus albo skakać na chodnik (co zwykłym rowerem przy prędkości 20-30km/h nie jest bezpieczne a często wręcz niewykonalne).

Na tym obrazku widać wjazd od strony ulicy Mińskiej. Nieszczęsne zdarzenie miało miejsce mniej więcej na wysokości czerwonego samochodu...

Na tym obrazku widać wjazd od strony ulicy Mińskiej. Nieszczęsne zdarzenie miało miejsce mniej więcej na wysokości czerwonego samochodu…

We wrocławskich mediach obserwuję dyskusję na temat ruchu rowerowego. Wzmożony ruch rowerowy określany jest mianem sukcesu – przez niektórych słusznie określany jako sukces, który będzie odbijał się coraz większą czkawką. Panaceum na te problemy zdaniem mieszkańców i niektórych działaczy rowerowych, jest rozbudowa infrastruktury rowerowej, ale czy na pewno? Czy jakakolwiek infrastruktura może pomóc w takiej sytuacji w jakiej ja się znalazłem? Przecież budowa dróg rowerowych na takiej ulicy jak Mińska, nie ma sensu. Ruch tutaj jest spowolniony i w sumie tak jest lepiej i bezpieczniej. Wystarczy myśleć!!! Zwłaszcza gdy prowadzi się kilkunastotonowego kolosa…

Advertisements
Comments
2 Responses to “Rowerowy sukces Wrocławia w praktyce…”
  1. rocez pisze:

    Spowolnione ulice to także infrastruktura rowerowa. Chamstwo i nieodpowiedzialność kierowców, będzie mniejsza, gdy będą częściej rowerzystami.

    • staff1703 pisze:

      Mało tego – w moim osobistym odczuciu takie ulice integrują uczestników ruchu. Gdy jestem na drodze dla rowerów, moja jedyna interakcja z kierowcami ma miejsce na przejazdach, gdzie albo ja ich nie lubię, bo przez nich mam czerwone światło, albo oni nie lubią mnie, bo ja mam pierwszeństwo. Na ulicy na której oni jadą 30-40km/h ja się nie boję, a oni widzą, że ten rowerzysta to nie jest taki zły jak w gazetach piszą… Tylko jest jedno ale, ulica nie może być przewymiarowana szerokością, bo wtedy nawet największy znak strefy 30 nic nie da, gdy kierowca czuje,że się wlecze… Przezwyczajenia i praktyki naszych drogowców jednak niestety jeszcze tej teorii nie ogarnęły…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: