Mentalność olsztynian

Wiele się ostatnio dzieje w naszym mieście. Budowa buspasów niemalże ukończona, tramwaje dopiero dadzą nam popalić, roszady na stanowiskach kierowniczych w najważniejszym miejskim zarządzie niemal przyniosły niektórym nadzieję – a jednak….

W związku z tym zacząłem dociekać: jak można, widząc posunięcia innych miast na świecie, w Europie, a nawet w Polsce, robić takie rzeczy? Projekty linii tramwajowej, które udało mi się podejrzeć na jednym z portali (w sumie nie mogę odnaleźć już teraz na którym) powodują że moje włosy jeżą się na głowie. Kilometry barierek, sygnalizatory na KAŻDYM przejściu przez tory – to jest po prostu koszmar… A słyszałem nawet, że planowane są miejsca, gdzie barierki będą ustawiane zakosami, żeby nikt przypadkiem nie mógł wejść na tory idąc prosto – musi iść slalomem. Pytanie – skąd to się wzięło? Przecież to nie jest tak, że polskie przepisy narzucają takie rozwiązania… Najlepszym dowodem jest ten film:

http://youtu.be/ilQtsQvnKNY?t=3m30s

Widać na nim przejazd tramwaju ulicą Winogrady. Ulica ta nie znajduje się w Austrii, ani w Szwajcarii, ani nawet w Hiszpanii – to jest ulica polskiego (nawet bardziej polskiego niż Olsztyn 😉 ) miasta Poznań. Gdzie te szpalery barierek ratujące pieszych przed wtargnięciem pod pojazd? Gdzie te szykany? Co to za antyzatoki? Dlaczego ci biedni kierowcy muszą stać za tramwajem?

Jak się przypatruję innym projektom tramwajowym naszego projektonawcy – firmy FCC to też jakoś nie obserwuję podobieństw:

Alicante – http://vimeo.com/29921743

Parla – https://www.youtube.com/watch?v=QHGQOom_6uk

Zaragoza – https://www.youtube.com/watch?v=HsBclkDtsns

Nie da się ukryć, że niekiedy płotki występują, ale to co szykuje się w Olsztynie jest naprawdę przerażające. I teraz to co intryguje mnie najbardziej – skąd w Olsztynie się te płotki na projektach wzięły? Wiemy już że to nie przepisy polskie, bo to oznaczałoby, że Winogrady są niezgodne z przepisami. Wiemy też, że to nie FCC jest temu winne i tu klaruje nam się nasz płotkowy winowajca… Tak, właśnie tym płotkowym winowajcą jest – MZDiM.

Nasz zarząd dróg odpowiada za merytoryczne opiniowanie projektu i „dostosowanie” chorych hiszpańskich wizji do naszych miejskich standardów… Znam nawet takich odważnych ludzi, którzy śmieli wchodzić w dysputy odnośnie sensowności instalowania świateł na KAŻDYM przejściu przez tory (aż dziw bierze, że nie będą instalowane rogatki kolejowe ze szlabanami). Okazuje się, że problemem jest tutaj mentalność mieszkańców miasta. Otóż ci tępi mieszkańcy nigdy nie mieli tramwajów, więc oczywistym jest, że w pierwszym dniu kursowania mielibyśmy istną rzeź nieświadomych ludzi rzucających się wprost pod koła tramwajów co ujemnie wpłynęłoby na realizację rozkładu jazdy i wizerunek tego środka transportu. Mam nadzieję, że te projekty, to tylko jakieś robocze wersje i nie będą dopuszczone do realizacji…

Generalnie kwestia mentalności mieszkańców Olsztyna jest dość ciekawa. Właśnie przez tą mentalność w naszym mieście powstały pewne specyficzne rozwiązania:

  • brak kolizyjnych lewoskrętów
  • szpalery barierek wzdłuż chodników
  • rowerzyści notorycznie używający chodników
  • piesi wiecznie ustępujący wszystkim pojazdom na przejściach dla pieszych
  • całkowita ignorancja ograniczeń prędkości
    • jedna jezdnia: 60km/h
    • dwie jezdnie: 80-90km/h (nie dotyczy Kajki – nie wiem czemu)

I w tym momencie postanowiłem zadać sobie pytanie – czy najpierw była ta mentalność, czy może mentalność jest wynikiem usiłowania zabezpieczenia wszelkich sytuacji w których uczestnicy ruchu musieliby użyć mocy obliczeniowej swoich galaretek pod czaszką?

Czy to może jest tak, że organizacja ruchu wymaga od użytkowników określonych zachowań? Chyba trochę wymaga. Stąd mój ogromny żal i złość na obecną politykę organizowania ruchu w Olsztynie, w której próbuje się zwalić winę z tych najbardziej niebezpiecznych użytkowników ruchu – kierowców aut na wszystkich dookoła. Rowerzyści, którym odebrano prawo do poruszania się instalując pętle indukcyjne na wszystkich skrzyżowaniach. Piesi, którzy traktowani są jak obywatele drugiej kategorii – wręcz jak bydło, któremu wolno poruszać się tylko po wyznaczonych płotkami spędach, czy teraz pojazdy transportu publicznego które zostaną zagonione na buspasy, jeszcze debilniej poprowadzone niż drogi rowerowe i wymagające na końcu zatrzymania i ponownego włączania się do ruchu co 200 metrów – dobrze, że w ogóle mogą się włączyć do ruchu bez przenoszenia autobusu pod pachą na najbliższe skrzyżowanie – tak jak to powinni robić rowerzyści.

Nie dziwię się więc, że większość mieszkańców rozumie to przesłanie władz:

Chcesz być bezpieczny, chcesz nie mieć zmartwień? Wsiądź do auta – wydaliśmy dużo pieniędzy na światła, które pomyślą za Ciebie, ustawiliśmy je tak, by nikt Ci nie przeszkadzał gdy jedziesz. Zrobiliśmy wszystko, byś czuł się bezpiecznie i by nic Cię nie zaskoczyło na drodze. Gdy nawet rozjedziesz kogoś, to będzie to w miejscu niedozwolonym, lub będzie to nagłe wtargnięcie, którego nie mogłeś uniknąć z powodu ograniczonej (przez urządzenia bezpieczeństwa ruchu – barierki) widoczności.

Wierzę, że są jednak w tym mieście ludzie, którzy widzą to inaczej, którzy chcieliby zaprzestania dewastacji przestrzeni miejskiej i całkowitego podporządkowania się tej przestrzeni pod wymogi motoryzacji indywidualnej. To ślepy zaułek urbanistyki – mówią o tym na całym świecie największe autorytety w tej dziedzinie. Pokazują przykłady, że zmiana podejścia i drobne zmiany organizacyjne (nie wymagające wielkich nakładów inwestycyjnych – co ważne w tych czasach) potrafią zdziałać cuda. Dlaczego tak nie można w Olsztynie?

Bo tu jest inna mentalność…

Czy kiedyś znajdą się mądrzy zarządcy, którzy spróbują spojrzeć na ten problem przez pryzmat potrzeb mieszkańców, zamiast potrzeb kierowców? Kierowcy to też mieszkańcy – owszem, ale inni. Wsiadając do samochodu zamykają drzwi i znika empatia – liczy się tylko to by dotrzeć do celu – w przenośni i dosłownie. Dopiero gdy wysiadają u celu podróży i nie uda im się zaparkować pod samymi drzwiami dostrzegają niekiedy ten syf – rozjeżdżone chodniki, trawniki, beznadziejne światła z guzikami, których nigdy nie zdąża się wcisnąć, ale to nie jest przecież dla nich uciążliwe ani tym bardziej oni nie mają z tym nic wspólnego, a poza tym zaraz znowu zamkną się w swojej małej świątyni spokoju by pomknąć dalej…

zakaz życia

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: