Prawie rozjechałem rowerzystę

Witki same opadają. Jak wielki obrońca rowerzystów i wszechwiedzący nauczyciel wszystkich kierowieców może robić takie rzeczy? Mało tego, jeszcze do kompletu nie rozjechałem go rowerem tylko SAMOCHODEM!!! Jestem zepsuty do cna. A teraz do rzeczy: na początek mapka poglądowa.

No i teraz o co chodzi? Ja i moja paździocha, wracamy do domu (to jest ta czerwona krecha) a rowerowiec to ta niebieska. Uliczka po której obaj jedziemy to typowa ulica osiedlowa z elementem zdziczenia – oznacza to tyle, że są dwa kierunki, z czego jeden w połowie zastawiony jest parkującymi autami. Parkujące auta stoją jednym kołem na klepisku zaplanowanym jako trawnik – tego na ilustracji nie widać, bo zakrywają to drzewa. Generalnie można przyjąć, że dwa samochody mijają się powoli (gdy jest taki 3 zaparkowany), ale rowerzysta nie ma żadnych problemów.

Teraz dochodzimy do momentu oznaczonego na ilustracji żółtą cyfrą 1 w którym to ja spostrzegam rowerzystę a on mnie. Ja już sobie w myślach kalkuluję że spotkamy się przy wjeździe pod mój domek i jak bardzo zwolnić, żebym nie musiał się całkiem zatrzymać (wiadomo – ekonomia) natomiast rowerman zamiast jechać sobie bezstresowo dalej zrobił głupi manewr nr 1 – zjechał na chodnik.

YYYY – błystkotliwa myśl nie dawała mi spokoju przez jakieś 250ms – potem spostrzegłem, że gdy już zawodnik pozbawił się pierwszeństwa przy ewentualnej kolizji postanowił rozpocząć kolejny genialny manewr – zrobił stójkę i dawaj po chodniku o szerokości przepisowej 1,5m pełną parą gna na spotkanie przeznaczenia.

Ja dostosowałem parametry jazdy do nowych okoliczności – skoro rowerzysta przestał jechać ulicą, nie poruszał się drogą dla rowerów, jak również warunki pogodowe nie pozwalały na jazdę po chodniku, oznacza to że liczba legalnych rowerzystów przede mną zmalała do zera. Jadę więc sobie, migając w lewo w ramach akcji informacyjnej „Uwaga! Bendem skręcać!) i skręcam prosto na kolesia który chciał zdążyć przede mną. Gdy osobnik ów spostrzegł, że zamierzam zrealizować postanowienia Ustawy PoRD i mieć pierwszeństwo przed nielegalnym pojazdem na chodniku, było już za późno. Wtedy odkryłem, że hamujący rowerzysta, potem nurkujący tylnym kołem do przodu na mojego paździocha wygląda nie mniej zabawnie co makabrycznie. Wszystko oczywiście działo się przy małej prędkości, ale sam wiem, jakie to jest głupie uczucie gdy uderzasz w czyjś samochód. Takie zdarzenie miało miejsce na obrazku w miejscu oznaczonym żółtą dwójką.

Rowerzysta miał właśnie taki wyraz twarzy po tym zdarzeniu – widziałem że wiedział jak głupio zrobił – ale mimo wszystko przypomniałem mu słownie, że gdyby na ten chodnik nie zjechał, to miałby przede mną pierwszeństwo i ja grzecznie bym zaczekał.

Czy mam wyrzuty sumienia? Nie – zachowanie tego człowieka w mojej ocenie było głupie – nie dość, że zjechał na wąski chodnik pozbawiając się wszelkich praw, to jeszcze zaczął przyspieszać i w efekcie odebrał sobie szansę na uniknięcie zderzenia w sytuacji gdy uniknięcie tego zdarzenia leży tylko w jego gestii (bo to jego boli i to jego wina).

Absurdem jest twierdzenie, że jadąc rowerem po ulicy jesteśmy bardziej narażeni na wypadki: na chodniku rowerzysta jest po pierwsze niespodziewany – nie powinno go tam być i nikt się go tam nie spodziewa. Po drugie jest niewidoczny i nie można go obserwować, co stwarza jeszcze większe zagrożenie. Dlatego jadąc rowerem po chodniku stwarzamy ogromne zagrożenie dla pieszych ale również dla siebie. Pozbawiamy się jakichkolwiek praw, które nam przysługują w ramach ustawy PoRD i na koniec jeszcze paradoksalnie łatwiej nas rozjechać niż na ulicy.

 

Advertisements
Comments
2 komentarze to “Prawie rozjechałem rowerzystę”
  1. BorOl pisze:

    A ja pociągnąłbym Cię za art. 3. ust. 1. pord w kontekście art. 4 😀

    • staff1703 pisze:

      Ze względu na wspomniany przepis zapobiegawczo zmniejszyłem prędkość i zrobiłem wszystko by uniknąć zdarzenia – ten rowerzysta we mnie wjechał, bowiem mój pojazd stał w miejscu w momencie najechania – to pojazd rowerzysty, pomimo jego usilnych prób, nie był w stanie się zatrzymać – na szczęście bez uszczerbku dla niego…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: