Nie ma problemu – czyli legalny wyjazd rowerem z Os. Podleśna

Dzisiejszy wpis został zainspirowany podczas ostatnich konsultacji społecznych dotyczących olsztyńskiego śródmieścia. Jeden z uczestników zarzucił mi, że mając dwójkę dzieci spokojnie mógłbym zrezygnować z samochodu w codziennym ruchu miejskim i zastąpić go rowerem. W to mi graj. Oczywiście mając już pewne doświadczenie empiryczne jak to na tym rowerze w Olsztynie jest na początku uznałem, że chyba oszalał. Jednak ziarenko zostało zasiane.

Postanowiłem sprawdzić teoretycznie, w jaki sposób dojechać można spod mojego domu do Ratusza rowerem. Trasa którą mam do pokonania normalnie rowerem zajmuje około 5 minut. Do pokonania jest niecałe 2 km:

Tak pokonuję tą trasę gdy na szali kładę tylko własne życie

W sumie ładna trasa, niemal w linii prostej – można by rzec idealna. Problem w tym, że z dzieckiem w foteliku a tym bardziej z dwójką w przyczepce niewykonalna – z przyczyn ideologiczno-legislacyjnych. Chodnikiem jeżdżę w ostateczności – co w Olsztynie ma miejsce nad wyraz często – nie wyobrażam sobie jak miałbym niezauważalnie dla pieszych przejechać chodnikiem wzdłuż Zientary-Malewskiej z przyczepą rowerową. Na chodniku bowiem zawsze jadę tak by nikt nie musiał się przeze mnie zatrzymać, zmienić kierunku chodu itp. – no tak jakby mnie tam po prostu nie było. Więc trasa targetowa odpada. Ale jak inaczej? Może na początek określę…

Założenia:

  • Trasa musi być zgodna z przepisami
  • Trasa musi być możliwa do pokonania rowerem z przyczepą – odpadają podwórka, wąskie ścieżki etc.

Podejście pierwsze:

Muszę ominąć jakoś jednokierunkową Zientary-Malewskiej. Chciałbym pojechać Reymonta, ale tam można skręcać tylko w prawo – żeby nikt nie pomyślał inaczej, na środku drogi jest betonowe przepierzenie, a gdyby to nie starczyło – śliczny zielony płotek – niezrozumiałe dla mnie jest tylko dlaczego nie jedynego słusznego typu „olsztyńskiego” ale mniejsza z tym.

Skoro nie Reymonta, to jedziemy dalej. Pada na Paderewskiego. Jadę więc z dwójką dzieci po Paderewskiego i dojeżdżam do sygnalizatorów. Staję i czekam – i tak mogę czekać do jutra. Jeśli nie przyjedzie żaden samochód, lub nie przyjdzie żaden spragniony wrażeń z drugiej strony Limanowskiego pieszy, to sobie mogę tak stać nawet i całą dobę.

Indukcja magnetyczna powstrzymała moje chore zapędy…

Podejście drugie

Muszę ominąć Zientary-Malewskiej, Reymonta i Paderewskiego, Teoretycznie mógłbym spróbować pojechać w Moniuszki, ale tam nie można wykonać lewoskrętu w Limanowskiego – oczywiście teoretycznie mógłbym pojechać do skrzyżowania z Jagiellońską, ale tam na zawracajce też jest pętla i to nie za często używana. W najgorszym wypadku musiałbym czekać 40 minut, aż przyjedzie 16-ka, która wzbudzi pętlę.

Robi się problem – żeby dojechać do Ratusza, muszę jechać na Północ – w dzicz – ach ta cywilizacja i nowoczesność. No ale nic to – dla chcącego nic trudnego, nie można się zniechęcać i tak dalej. Jadę Zamenhofa skręcam w Hanki Sawickiej i do Jagiellońskiej:

Nie uwierzycie co się stało!!! Nie mogę wjechać na skrzyżowanie – przyjaźnie mrugające czerwonym, przyjemnym światełkiem, niczym oko Czarnego Pana z krainy Mordoru, lampidło skutecznie studzi moje zapędy. Trasa w sumie byłaby za łatwa – trzeba kombinować dalej.

Podejście trzecie:

Co mi zostało? No co mi zostało? Nie mam pomysłu. Jak ominąć te światełka tak żeby wylądować na Jagiellońskiej. W końcu uznaję to za niemożliwe – trzeba odbić jeszcze bardziej na północ.

Wybór pada na ul. Poprzeczną. Niestety wylot z Zamenhofa w Poprzeczną jest niemożliwy. Zakaz wjazdu w wyjazd. Na zdrowie mieszkańcom – nie mają tranzytu kieźlińskich NOLi pod oknami. Popieram. Lećmy dalej. Wybór pada na dojazd ulicą Cichą. Tutaj jest łącznik z Zamenhofa przy SP 9. Jadę – dzieci mają wybite zęby, bo nawierzchnia jest z 50-letniej trylinki, ale nic to. Czego się nie robi dla prawa i poprawy warunków życia swego i swoich współmieszkańców. Jadę więc Cichą, Poprzeczną i w końcu jest Jagiellońska. Ale bajer. Jadę. Przy Hanki Sawickiej z szyderczym uśmiechem (30 komarów w zębach – w końcu objazd musiałem zrobić prawie lasem 😉 ) mijam tłumy nieświadomych rowerzystów stojących na czerwonym jak ja jeszcze niedawno i mknę z moimi pociechami dalej.

Daleko nie ujechałem – Skrzyżowanie z Limanowskiego/Sybiraków po raz kolejny uzbrojone jest w ślepe pętle. Jeśli nikt nie przyjedzie i akurat będzie to inny dzień niż niedziela, to niestety ale sobie postoję… Nie wiem ile – zakładam więc nieskończoność, więc odpada.

Tak daleko zajechałem, tak niewiele pokonałem…

Podejście czwarte:

Tracę cierpliwość. Dzieci płaczą, ja prę dalej z zaciśniętymi zębami. Skoro nie tędy, to może jakoś inaczej. Gdzie mogę skręcić, co robić?

No jasne! Hurra, eureka. Mogę jechać przecież w Hanki Sawickiej w kierunku Rataja! Super trasa, ładne niemieckie domki, gdzieniegdzie cudem uchowane drzewa. Jadę. Dojeżdżam do Rataja, stamtąd do Sybiraków. Tu zagwozdka – w lewo czy prosto? Nie uśmiecha mi się jazda po Sybiraków – w końcu to Droga Krajowa nr 51 – TIRy na Bezledy i z Bezled, busiki goniące rozkład i tak aż do ronda Bema. Jednak pojadę prosto, wystarczy dojechać do Wojska Polskiego i tam już drogą rowerową, potem przy Żeromskiego na drugą stronę ulicy po przejeździe, przez krzyżówkę z Jagiellońską – są światła z guzikami więc dam radę – guziki co prawda po lewej stronie drogi, ale to tylko drobny niuans. Potem jeszcze jeden przejazd przez Wojska Polskiego na wysokości Dąbrowskiego i pod górkę do skrzyżowania z Partyzantów. Tam czekam na zielone dla rowerów by na przejeździe zjechać na lewoskręt dla skręcających z Wojska Polskiego (już mam dość dywagacji więc zakładam, że znajduje się w programie bezwarunkowym by uprościć ten artykuł). Tym sposobem znajduję się na Partyzantów – tam na strzałce lub na zielonym skręcam w 1. maja i już jestem przy ratuszu. Sukces. Prawda, jakie to proste?

I po co się było męczyć? Przecież to takie oczywiste? I tylko 220% pierwotnego dystansu… – 4,3km

Czy to jest naciągany scenariusz, żeby rowerem dwukrotnie nadkładać drogi by legalnie i pewnie przejechać przez miasto? Oczywiście że jest. Problem w tym, że to jest rzeczywistość olsztyńskiego rowerzysty, który łamie przepisy codziennie i notorycznie, czekając w nieskończoność na zielone światło, jeżdżąc po chodnikach lub po drogach z zakazem ruchu rowerów. Większość nawet już nie próbuje z tym walczyć… Beton jest bowiem nie do ruszenia…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: