Intuicja, wąwozy i żniwa

Witam,

Miasto żyje sennym rytmem wakacyjnej sielanki. Ruch na ulicach mizerny, korków brak, ludzie spokojni i zadowoleni. Jak mawia dyrektor Gustek – gdy nie ma samochodów, nie ma też korków. Jeżdżę więc sobie i nie mam nawet do czego się na mojej trasie dom-praca przyczepić. Nawet jest jedna zajawka na pochwałę: udało się oddebilić światła przy Wańkowicza/Sikorskiego. Teraz gdy zapala się zielone dla Sikorskiego, to bez względu na to czy lewoskręt do Reala jest aktywny czy nie, światła dla użytkowników nielegalnego Tukana zapalają się zgodnie z prawem.

Dziś z okazji uroczystego rozpoczęcia urlopu, postanowiłem zrobić sobie trasę w wersji hard. Mam taką moją pętlę na 20km którą robię co kilka dni w celach rekreacyjno-zdrowotnych. Dziś postanowiłem włączyć w nią trochę Jakubowego Lasu Miejskiego. Hoho – co to się działo… Gdziem ja nie był, com nie widział… Jak zawsze w takich sytuacjach mój mądrofon miał migrenę i został w domu podłączony do kroplówki. Dokumentacji więc nie mam, ale wierzcie mi – to było piękne… Nie za bardzo wiedziałem jak dotrzeć do drogi na Brąswałd w inny sposób niż od Dywit, więc postanowiłem improwizować – wiem, że kawałek mojej trasy biegnie razem z czerwonym szlakiem, więc w Lesie Miejskim odnalazłem Czerwony szlak i jazda. Logicznym jest i każda intuicja to powie, że trzeba się kierować drogą z górki. Pojechałem więc z górki. Odkryłem dzięki temu BikePark – fajne poletko dla karkołamaczy na rowerach a jadąc dalej wpadłem na… rozgrzebany most Smętka 😦 . Intuicja zawiodła – po raz kolejny. Rower zawróciłem, i zacząłem jeszcze bardziej ufać teorii opisanej TUTAJ.

Dalej było pod górkę i z górki, pięknymi skarpami z widokiem najpierw na Łynę, a potem na Wadąg. Minąłem elektrownię na Wadągu, spotkałem miłego wędkarza (nie, ryby nie biorą i w tym jest problem 😉 ). Dalej się trochę pogubiłem, ale w końcu dotarłem do mojej trasy i już znaną drogą, brnąc w dywickich wydmach (taka forma nawierzchni na rekreacyjnych drogach dla rowerów) dotarłem do mostu przez Łynę na drodze do wsi Redykajny. Następnie obserwując kombajn Bizon zmagający się z polem żyta, walczyłem z nierównościami drogi do „olsztyńskich” Redykajn. Stamtąd już w miejskich warunkach dotarłem do mojej ulubionej drogi dla rowerów wybudowanej przy okazji ulicy Artyleryjskiej.

No i dziś muszę napisać brzydko – KURWA MAĆ!!! Kto jest takim młotem skończonym, że niech go szlag trafi!!! Kto programował tą cholerną sygnalizację? Na skrzyżowaniu z Monte Cassino – bez zmian. Pomimo sugestii ze strony  kierownika JRP III, że program został dostosowany do potrzeb użytkowników czekałem 40 sekund – w tym czasie przejechały 3 samochody – żaden nie skorzystał z lewoskrętu, który zmarnował 20 sekund bez sensu… Czy te światła dla pieszych i rowerów naprawdę nie mogą świecić się tak samo długo, jak dla samochodów? Czy nie mogą się też tak samo zapalać jak samochodom? Czy naprawdę natężenie ruchu pieszych i skręcających w prawo z Artyleryjskiej w Monte Cassino jest tak duże, że konieczne jest tak debilne, złośliwe i nieuczciwe ustawienie świateł dla pieszych? Szlag by Cię trafił Chamie, który to wymyśliłeś? Zrobiłeś to dla bezpieczeństwa? Zobacz jaki efekt przyniosło twoje „bezpieczeństwo”!!! Nikt kto jest tam drugi raz w życiu, nie patrzy na te światła, tylko lezie na oślep na czerwonym!!! O to Ci chodziło? Potrzeba kolejnej ofiary pod kołami i kolejnego audytu za kilkadziesiąt tysięcy żeby Ci to wytłumaczyć??? Idź w cholerę…

Po tych radosnych przemyśleniach, jadę dalej. Wdrapuję się pod górkę i zjeżdżam z górki. Pisk opon, zderzenie ze słupem który wspiera doskonale zaprojektowany ” łuczek” drogi. Na szczęście w celu poprawy ergonomii użytkowania, na tym samym słupie jest guzik – nie wiem po co, ale jak jest to wciskam – w końcu znajduje się po lewej stronie z daleka od prawidłowo jadących rowerzystów, więc na pewno trzeba go wcisnąć. Od jego wciśnięcia czekałem 90 sekund (8 samochodów) na zielone. Ty idioto!!! Won do lasu. Marzy mi się by was Roman na zbity pysk, wszystkich wywalił. Żebyście zgnili w piekle, albo gorzej w Holandii na stażu – żeby wam kazali robić organizację ruchu tak jak się należy ze szczególnym uwzględnieniem pieszych, rowerzystów a na samym końcu samochodów.

 

Moi drodzy matołkowie – pieszym jest każdy – jak się wysiada z samochodu jest się pieszym!!! Rowerzystą być warto, gdyż jest to pojazd efektywniejszy w warunkach normalnego miasta (Olsztyn to patologia, mam nadzieję, że wkrótce zostanie wyleczona). Samochody powodują korki, wypadki śmiertelne, zajmują ogromne ilości miejsca i na dodatek śmierdzą (poza jedną Pandą z Energi na prąd). Wy usilnie wolicie popierać to ostatnie rozwiązanie i za to ja – wasz sponsor serdecznie wam dziękuję!!! Pocałujcie mnie w… sami wiecie w co.

A potem jadąc do domu ulicą Reymonta podziwiałem ocieplony budynek, który został pomalowany na czerwony kolor – naprawdę mi się podoba – w końcu coś niepastelowego. Brawo dla właścicieli. I gratuluję wszystkim, którzy dotrwali do tego momentu…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: