Motolówka…

…czyli ciężkie życie rowerzysty w pogodę taką jak ta…

Od dwóch tygodni pada, leje, wieje i ogólnie jest idealnie żeby jeździć samochodem. Mam tą komfortową sytuację, że nie muszę jeździć rowerem. Efekt był taki, że w poniedziałek nie wytrzymałem i na mokro wybrałem się w podróż z pracy. Deszcz nie padał jak wracałem. Padał wcześniej. Ja nie miałem błotników – uznałem, że to bezsensowna inwestycja – w końcu ile może padać. Jak wróciłem do domu, podjąłem decyzję: „Ja, niżej podpisany kropkowany staff, zakupię błotniki, bo mi mokro w pupę”.

Miałem milion kropek na twarzy i naprawdę nie chcę myśleć, czemu woda w kałużach ma kolor, chociaż z nieba spada przezroczysta. Już na pewno nie chcę tego wiązać z psimi ekstrementami, które w ostatnim czasie zniknęły z ulic (brrrr….).

Jeszcze jedna uwaga – pomimo wielu wad, brukowane ścieżki mają dwie zalety wobec asfaltowych:

  • po pierwsze: nie zostaje ślad po remontach w postaci lejów w których zbiera się woda
  • po drugie: szybciej wysychają i na nich moja twarz i plecy nie zwiększa liczby kropek

Dziś stałem się szczęśliwym posiadaczem błotników – takich zwykłych, plastikowych za 30PLN. W końcu do roweru górskiego nie powinienem w ogóle takiego ustrojstwa montować, ale po asfalcie na razie robię większość kilometrów, więc siła wyższa; jak się coś założy, to się to sprawdza w  najtrudniejszych warunkach bojowych… W poszukiwaniu najgłębszych kałuż chciałem udać się na Towarową, ale uznałem, że jest lepsze miejsce – wybór padł na ul. Artyleryjską (tak, nową). A tam, jadąc radośnie oczom mym ukazał się las – barierek. Ciekawe, że wygląda to na rozwiązanie całkiem docelowe:

Barierki, ach barierki….

Błotniki się sprawdziły – nogawki ochlapałem tylko przy zjazdach ze skrzyżowań, ale przepraszam panów budowniczych, że o tym wspominam, przecież na każdej budowie zdarzają się pomyłki. Moja nogawka w końcu wyschnie a duma z tej wspaniałej inwestycji już nigdy nie będzie taka jak trzeba.

Zgodnie z obietnicą obiecałem też przetestować Nowowiejskiego w drugą stronę. No i o dziwo mam do napisania coś pozytywnego – nie wiem czy mi się zdawało, czy dołożyli warstwę asfaltu, ale przejazdy przez ścieżkę były niemal nieodczuwalne. Brawo – cytując mojego kierownika: Jak chcesz to potrafisz, Olsztynie!!!

Ale nie tylko o fajnościach chcę dziś napisać – jest sobie bowiem taka ścieżka wzdłuż Nowowiejskiego i tam jest most – na tym moście ścieżka robi ziut w dół i dopiero za mostem jest ziut w górę. Jak się jedzie od dworca do Wysokiej Bramy, to przy wyjeździe z mostu jest taka kałuża, woda nie ma dokąd stamtąd ucieć. Mam nawet fotę, którą zwieńczę ten post. Tymczasem pozdrawiam!!!

Na fotce nie wygląda to groźnie – w sumie nawet nikogo nie zje ta kałuża, ale w najgłębszym miejscu ma ona 10-15cm – chlapie, nawet gdy się założy błotniki za 30zł 😉

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: