Wyzwolenia wita… Serdecznie?

Dzisiaj krótko, ale o trzech sprawach:

1. Sprawa tytułowa – dziś zjechałem po Wyzwolenia… Jednak wiele prawdy jest w powiedzeniu, że zza kierownicy bezpieczeństwa nie widać. Dodam do tej mądrości ludowej, że nie widać również wielu dramatycznych bezmyślności. Przy budowie tej drogi rowerowej popełniono wiele błędów, których już się nie da naprawić a które nie rzuciły mi się w oczy gdy oglądałem tą ścieżkę „z buta”:

    • Jezdnia drogi dla rowerów (ddr) jest na wysokości chodnika. Ja się pytam po co? Liczba wjazdów dla samochodów powoduje, że jadąc tą ścieżką, czuję się jak Adam Miauczyński w swoim pomarańczowym maluchu w jednej z najpiękniejszych scen w polskim filmie „Nic Śmiesznego”

      Może brzmi to tak jakbym się nabijał, ale naprawdę rowerzystom bliżej jest do samochodów i innych jeździdeł, niż do pieszych, dlatego ddr-y powinny być bardziej odizolowane od chodników, niż od jezdni. Kiedy tylko nasz MZDiM to zrozumie i zacznie wcielać w życie, to naszym wnukom będzie żyło się dużo wygodniej.
      W sumie dlaczego się czepiam? Byle się czepiać? Nie, po prostu podjeżdżanie pod te wszystkie wjazdy w posesje jest dla mnie osobiście, tak samo wygodne jak podjeżdżanie pod progi zwalniające gdy jadę samochodem. Przebudowa tej ulicy miała być wykonana z uwzględnieniem potrzeb i pomysłów rowerzystów i kompletnie nie rozumiem dlaczego wykonano ją w ten sposób. Czyżby znowu w założeniach projektowych przyświecała idea usunięcia rowerzystów z pasa ruchu? Chyba tak, bowiem ja jako rowerzysta tylko z kronikarskiego obowiązku wrócę tutaj jeszcze raz, podjadę pod tą górę i nigdy więcej nie przyjadę tam jeśli nie będę musiał, bowiem wygodniej mi się jedzie po kocich łbach na ul. Prostej…
    • Przejazd na podwyższeniu przy tunelu dworca Zachodniego – wspaniała w założeniach rzecz, jest tak karkołomna do pokonania, że aż nie wiem od czego zacząć – dzisiaj padał deszcz (wczoraj i przedwczoraj też). Tak jak pisałem tutaj, zbiera się tam niefajne błocko – choć to jest pikuś, wszak błocko wysycha i jest luzik (jestem mało wymagający). Promień skrętu jest tak mocny, że jadąc spacerowym tempem (10-15km/h) wyrzuciło mnie niemal na chodnik – w tym miejscu przeczuwam wiele niebezpiecznych sytuacji z udziałem pieszych i rowerzystów – drogi wszystkich uczestników ruchu krzyżują się na tym przejściu, dodatkowo poprowadzenie zakrętów ruchu rowerowego pod kątem 90st.  przy tak małym promieniu jest wyrazem całkowitej ignorancji i lekceważenia. Naprawdę rowerzysta nie musi przejeżdżać tylko w poprzek drogi – może to robić pod skosem i to znacznym – zwłaszcza gdy przejazd rowerowy jest wyniesiony tak jak tutaj, bowiem gwarantuje to rowerzyście wyegzekwowanie pierwszeństwa nad samochodem
    • Wisienka na torcie jest moim zdaniem na otwarciu ścieżki. Oznakowanie jasno pokazuje priorytet tej inwestycji „prorowerowej”. Nie ma żadnych innych nowości w oznaczeniach – nie ma oznakowania poziomego na przejazdach, generalnie trasa wygląda jak dopuszczony warunkowo do użytku plac budowy, ale najważniejsza zmiana już obowiązuje – jest to oznaczony znakiem B-9 zakaz ruchu rowerów po ulicy Wyzwolenia – chcieliście ddr? Macie i się odwalcie!!!

Inwestycja jeszcze nie jest dokończona, więc miejmy nadzieję, że zostanie skomunikowana z resztą świata a nie jak zwykle będzie się zaczynać i kończyć w bliżej nieokreślonej nicości…

2. Wandalizm na Sikorskiego – była burza. Ja wszystko rozumiem, woda, kałuże, generalnie Armageddon i biedni kierowcy w tym wszystkim pozostawieni sami, bez szansy na pomoc znikąd. Wtedy przychodzi czas na polską zaradność. Szkoda, że zamiast ułańskiej fantazji, mamy sowiecką siermiężność:

Po prostu brak słów… Wcale nie jest mi żal tej trawy, bowiem trawa odrośnie – krzywo ale odrośnie. Niebywałe dla mnie jest, jak bezmyślnym trzeba być by bez zastanowienia tak ten trawnik wyryć… Zwłaszcza, że po głębokości widać iż niewiele brakowało by miszcz zakopał się na tym trawniku zamiast ugrzęznąć w kałuży…

Tu nawet więcej kozaków atakowało trawnik – widać niższy krawężnik – przecież na swoje autko trzeba uważać, bo się jeszcze zarysuje…

Jakoś ja małym pierduśnikiem Fiat Panda nie raz przejeżdżałem przez te kałuże i nie było problemu, trzeba tylko jechać spokojnie i stanowczo. Po śladach widzę, że tutaj niezłe furki musiały pomykać ścieżką rowerową.

3. Sprawa osobista – mój rowerek zaczyna chorować – dzisiaj zerwała mi się piasta tylna. Jako istota wygodnicka posiadam bowiem piastę z zaciskiem motylkowym – to ujemnie wpływa na jej wytrzymałość – niemalże tak samo ujemnie na jej wytrzymałość wpływam ja, że tak powiem po Obeliksowemu – będąc dobrze zbudowanym człowiekiem. Te dwa czynniki w połączeniu z moimi ostatnimi wojażami offroadowymi zaowocowały pojawieniem się w piaście dwóch  nowych części – jutro wizyta u pana Czesława :D…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: