18:00 – gdy budzą się demony…

Dzisiaj w sumie dwie historyjki. Miałem okazję jechać sobie po Kościuszki w trzech różnych porach – o 7:30, o 16:10 i o 18:30. Powiem wam, że po 18:00 gdy już ten ślamazarny rytm zakorkowanego miasta zaczyna niknąć w szoferów wstępują dziwne demony nakazujące debilnie zap…dalać trąbiąc na wszystko co im to uniemożliwia i nie jest w stanie spuścić ich na drzewo.

Scenka I

Jadę sobie w kierunku Niepodległości po Kościuszki. Podjeżdżam ja sobie na światła  – wiem nie powinno się tak robić, ale staję ładnie przy samej krawędzi (lewej) pasa do jazdy prosto-prawo by umożliwić śmierdzielom (tak pieszczotliwie będę określać pachnące domieszkowanym dwutlenkiem węgla silnikowce) skręcanie na strzałce. No i tak sobie skręcają, skręcają – nagle bam przestali – oglądam się – pani stoi w jakimś maleńkim niebieskim samochodziku z rejestracją NO ####G. Pani skręcać nie zamierza – jej prawo, też tak robię i nie wkurzam się gdy ktoś tak robi. Ja spokojnie więc wstawiam koło bardziej na środek, żeby przypadkiem pani nie pomyślała, że można mnie tak z prawej brać – tak mogą wyprzedzać tylko rowerzyści.

Żółte-zielone, i ruszyli… Zanim pani mnie dogoniła, to mijaliśmy Reja. Pani twardo za mną, chociaż lewy pas równy, pusty i zachęcający. Pani jednak jak przystało na motorniczą nie może przecież się wykoleić, bo się potem jeszcze nie wkolei i kłopot będzie. Jedzie więc za mną, ale chyba pomyślała, że tak nie może być by jakiś koleś na rowerze jechał przed nią i decydował o jej prędkości podróżnej w związku z tym zaczęła mnie…. obtrąbiać (obtrąbywać??? – pomocy). I trąbiła tak na mnie aż do GUSU, po czym udało jej się na zwrotnicy przeskoczyć na lewy pas i wyprzedzić mnie z włączonym RP1 i cóż ja widzę co mnie mija – pani na oko lat 35-40 w roli motorniczej, obok instruktor/konduktor prawdopodobnie spokrewniony z motorniczą w wieku lat 12 pokazuje mi środkowy palec, z tyłu uprawniona do ulg pasażerka (też rodzina – jakby matka motorniczej) i zwolnione z opłat dziecko do lat 4. No iście wołgogradzki tramwaj mnie mija. Pani po szybkiej jeździe torem niewłaściwym dla jej rozkładu jazdy powróciła na swój tor na następnej zwrotnicy i pognała przed siebie.

Smutek na jej twarzy pojawił się jakieś 10 sekund później, gdy nie spiesząc się dogoniłem ją i z radością, ku przerażeniu jej smarkatego fak-dziecka, wyłożyłem jej zasady równości społecznej sugerując by jeździła po chodniku, albo szlifowała felgą krawężniki skoro wymaga tego od innych, bo ja tak jeździć nie zamierzam. Niestety smark jak już oddaliłem się bezpiecznie postanowił jeszcze poszczekać – to znaczy, że nie zrozumieli nic z tych bredni które próbowałem im przekazać.

Scenka II

Wracam radośnie z Jarot po Sikorskiego wspaniałą ścieżką, następnie w związku z brakiem możliwości kontynuowania jazdy, upewniwszy się, że operacja nie stworzy zagrożenia w ruchu lądowym, włączam się do ruchu na ulicę Sikorskiego, łamiąc prawo dokonuję zmiany pasa ruchu na lewy i chcę skręcić w lewo, co uniemożliwiają mi samochody jadące w kierunku Jarot. Czekam więc przy prawej krawędzi jezdni i nagle mieszkaniec podWarszawskiego powiatu MLawa postanowił mi wyjaśnić sygnałem dźwiękowym, że w Polsce nie jeździ się prawą stroną drogi podczas skręcania w lewo, bowiem wtedy obowiązują metody wiktoriańskie i taranując rowerzystów trzymać się należy lewej strony przyczułka – efekt czelabińskiego tramwaju po raz kolejny. Mój dziad tendyk jechał na Grunwald. Mój ojciec tendyk jechał na Kaliningrad, tako i ja będę jechał a nawet na 10 centrymetrów nie odpuszczę, żeby mnie tu jakie roweristy się turlały pod nosem.

Tak wiem, że jeżdżę niebezpiecznie, z roweru w czasie jazdy zsiadam rzadko (po to go mam by na nim jeździć, a nie go prowadzać), ale tego nauczyłem się w cywilizowanych krajach i wychodzę z założenia, że Polsce bliżej do tych cywilizowanych krajów niż do Rosji czy Czeczenii. Ta wiara trochę więdnie gdy zdarzają mi się takie sytuacje jak dziś, ale jeszcze nie zginęła. Marzy mi się tylko by kiedyś przejechać Kościuszki i spotkać więcej rowerzystów na ulicy (tam gdzie ich miejsce) niż na chodniku (tam gdzie miejsce pieszych) – zwłaszcza pod górkę. Zachęcam do jazdy po ulicy – trzeba być jedynie asertywnym i mieć pewność tego co się robi prawidłowo…

Advertisements
Comments
One Response to “18:00 – gdy budzą się demony…”
  1. BorOl pisze:

    Zawsze jeżdżę po jezdni (gdzie dozwolone), zawsze jeżdżę po Kościuszki. Trasę do centrum miałem następującą: Sikorskiego – Obrońców Tobruku – Kasprzaka – Niepodległości – Kościuszki – Piłsudskiego i jestem w centrum. Teraz z racji przebudowy Niepodległości do centrum jadę przez Brzeziny, Wawrzyczka – Tuwima – Iwaszkiewicza – tu pojawia się problem, bo z Iwaszkiewicza nie mam szans zgodnie z prawem dostać się na ddrip wzdłuż Obrońców Tobruku, więc po prostu łamię prawo (tzw. metoda „na prezydenta”) i wskakuję na ddrip przecinając linię ciągłą na OT – następnie strzelam w Polną – Barczewskiego – na ddrip wzdłuż Śliwy i… znowu klops – nie ma jak skręcić w Grunwaldzką albo jechać prosto w Szrajbera. Trzeba przeciąć pas zieleni przed skrzyżowaniem i włączyć się do ruchu – nie ma innej metody. Powrót z centrum metodą pierwszą – przez Kościuszki – Niepodległości – Kasprzaka itd.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: