Jazda jarocko-kortowsko-śródmiejska (Epopeja)

Dzisiaj Wczoraj postanowiłem zaktualizować trochę mapę. Plan był z ul. Krasickiego, ale po przejechaniu czułem pewien niedosyt, więc pojechałem dalej.

Krasickiego zaczyna się obiecująco – dojeżdżam sobie na początek po Synów Pułku, prawa wolna i już jedziemy asfal… polbruczkiem czerwonym pod górę. Na górce jest fajnie, bo się robi z górki. Banan na twarzy znika po dojechaniu do Wańkowicza. Tu bowiem ścieżka kończy się – jednak ja jestem z Olsztyna – nie wierzę złym omenom i innym C13a jadę nielegalnie przez przejście udając pieszego (w tym celu jadę 5km/h i rozglądam się do góry, pogwizdując) i po drugiej stronie drugiego przejścia kolejny suprajs – ścieżka jest znowu (hurra). Asfalcik ciągnie się po horyzont więc znowu z zawrotną prędkością mknę przed siebie już układając sobie w jaki to magiczny sposób znajdę się legalnie po drugiej stronie, bo pamiętam, że ostatnio ścieżkę za Carrefourem widziałem po stronie Pieczewa a nie Nagórek.

„I po co było myśleć, Matole???” – pomyślałem sobie, gwiżdżąc hamulcami na środku górki żeby wyrobić się przed kolejnym C13a, w celu zmapowania jego pozycji GPS. No i dalej jadę sobie klekocząc błotnikami po płytach chodnikowych typu kwadratowy beton 1mX1m. Mój rower miejski najwyraźniej nie jest przystosowany do takich atrakcji, mogłem wziąć górala – w końcu wyprawa na Jaroty to nie lada wyczyn…

No i tak sobie jadę, znowu przemykam na przejściu [20km/h (bo mrugało)] i szukam ciągu dalszego. Dopiero gdy znalazłem dalszą ścieżkę pojąłem w czym rzecz – to na pewno wina pobliskiego centrum handlowego, które wyznaczyło wokół swego kompleksu komercyjnej rozpusty strefę wolną od dróg rowerowych, by każdy rowerzysta prowadzący swój rower zgodnie z przepisami zaszedł kupić bułkę z serem…

Dalsza droga przebiegła już bez atrakcji i nie rozczarowała mnie – dojechałem sobie na luzie do Wilczyńskiego jakiejś przecznicy i potem posymulowałem pieszego aż do Wilczyńskiego gdzie radośnie pojechałem ulicąw dół do Sikorskiego.

Kiedy wjechałem na wyniosłość drogi [krzyżówka z Janowicza] oczom mym ukazał się znak (c13 dzielone na C16). To znaczy nie chcą mnie tu na jezdni – więc potulnie dostosowuję się i jadę tym pyrkającym, polbrukowym chodnikiem od skrzyżowania z Janowicza do Hanowskiego, bo tam ścieżka kończy się. Już chcę wracać na należne mi na jezdni miejsce, ale patrząc w nieodległą przyszłość widzę, że kolejny znak zmusza mnie do kontynuacji taranowania pieszych zaraz za przejściem dla pieszych i tylko pieszych. No i co ja mam robić w takich sytuacjach? Jak żyć? Zejść z roweru i z purpurowym licem stwarzać zagrożenie dla ruchu, bo ze zdenerwowania mam w d… kierowców, czy może włączyć się do ruchu i jechać wzdłuż skrzyżowania po Wilczyńskiego. W sumie ze złośliwości wybrałbym wariant z włączaniem się do ruchu, ale oczywiście jak zawsze ścieżka ta nie ma połączenia z jezdnią w miejscu gdzie się kończy, więc po prostu przejeżdżam przez zebrę. Tak jest zdecydowanie bezpieczniej – jak ktoś mnie rozjedzie to tak samo jak na przejeździe dla rowerów, tyle tylko, że będzie to moja wina, bo tu przejazdu nie było. Taki manewr wykonuję jeszcze na skrzyżowaniu z Jarocką i potem już mnie czeka prawdziwa ścieżka rowerowa.

Wszem i wobec informuję – takie wynalazki jak opisany wyżej to nie są ścieżki rowerowe – jest to jedynie próba wypędzenia rowerzystów z należnego im na jezdni miejsca. Wilczyńskiego to nie jest arteria i spokojnie można zrobić tu to co opisałem w moim poprzednim wpisie dot. Jagiellońskiej. Oczywiście patrząc na kawalątek wydzielonej ścieżki wzdłuż arbetowskich bloków Wilczyńskiego 25D wiem, że ten plan nie jest nawet brany pod uwagę.

Dalej jadę po Sikorskiego i Tuwima aż tu nagle – Kortowo. No to fajnie, jadę dalej do Kortowa ale po ścieżce – ścieżka jest wzdłuż Warszawskiej – ale tylko kawałek – reszta to chodnik z nakazem rozjeżdżania pieszych. Akurat tutaj jest to OK – w przeciwieństwie do Jarot, ruch pieszych jest umiarkowany i takie rozwiązanie jest racjonalne. Przejazd przez bramę WNT oznakowany tylko w pionie (D6b) – znaku P-11 brak. Łamię prawo i jadę dalej – ścieżka kończy się przed przejściem dla pieszych na skrzyżowaniu z Dybowskieg. Jak zawsze schodzę z roweru i prowadzę go po tym przejściu. Następnie udaję się w prawo w górę i co widzę – wydzieloną drogę rowerową – wydzielenie nastąpiło poprzez pociągnięcie olejną po polbruku – słynny wykonawca „bom nie pomyślał” i tak wyszło, że droga remontowana w 2007? roku ścieżki nie posiada. No lepsze to niż nic – jadę i hahaha:

No może ja się czepiam, ale chyba takie coś to nie jest przejazd dla rowerów – to jest przejście dla pieszych P-10 i P7a lub P14, bo na pewno nie P11. Chyba, że panowie namalowali P10 i P11, a potem wiał wiatr i się zlało ze sobą… Generalnie prawo złamałem – przejechałem. Potem wkroczyłem w cudowny świat kortowskiej rowerostrady, która tym różni się od innych miejskich ścieżek, że się nigdy nie kończy – jadę ja sobie, nagle przejście dla pieszych ale droga rowerowa się nie kończy, tylko przechodzi w inny wymiar, jadę dalej – zaczyna się druga droga rowerowa – to se jadę po tych dwóch drogach przez kolejne przejście dla pieszych – tu powinienem dostać dwa mandaty, bo po dwóch ścieżkach jadę więc i przejście dla pieszych dwukrotnie trzeba liczyć… Potem zaczyna się trzecia równoległa i tak sobie tymi trzema ścieżkami dotarłem do miejsca gdzie jedna z nich się kończy a dwóch pozostałych nie udało mi się wyśledzić, więc zawróciłem…

W drogę powrotną wybrałem się przez Śródmieście – taki twór charakteryzujący się wielkomiejskością – najłatwiej poznać to po braku jakichkolwiek ścieżek rowerowych. Wielkie kopanie buspasów już widać, a ja jadę sobie wydzieloną ścieżką od Prawocheńskiego do starej pętli Kortowo. Tam ścieżka urywa się 3 metry przed przejściem bym mógł bezpiecznie zejść z roweru i przejść na światłach przez pasy (na szczęście światła wyłączone). Po złamaniu prawa jadę dalej – jakieś 30 metrów dalej ścieżka zmienia się w chodnik z funkcją taranowania pieszych – mówiłem wcześniej, że wzdłuż Warszawskiej to się sprawdza? Kłamałem – tutaj to jest debilny pomysł – tłumy ludzi i rowerzystów to złe i niefunkcjonalne połączenie. Potem sobie dojechałem do końca tej drogi i aż uwieczniłem coś ładnego – dowód na perspektywiczne myślenie, czy może coś innego: (?)

Ja wiem – czepiam się. No comments.

Dalej jeszcze kilka chodników, po których dla mojego i pieszych bezpieczeństwa muszę jechać (C13 dzielone na C16) – oczywiście z wyłączeniem skrzyżowań; tam muszę prowadzić rower – dla własnego bezpieczeństwa. Wiemy wszyscy przecież, że nie chodzi tu o wygodę kierowców i o to by w razie rozjechania rowerzysty mogli nie ponieść konsekwencji czy to na jezdni, czy to na przejściu. Przecież na drodze mu nie wolno, bo C13 to nakaz, a na przejściu mu nie wolno bo P10 jest dla pieszych, a przecież nie ma tam nigdzie P11. To jest wszystko dla własnego rowerzysty bezpieczeństwa. Należy rowerem jeździć jak najmniej i jak najwolniej – stare chińskie przysłowie pszczół mówi bowiem – gdyby kózka nie skakała… zróbmy więc wszystko by skakać nie mogła…

Na koniec przejechałem się nową śródmiejską rowerową obwodnicą starówki. GPS wskazał 100…

.

.

.

…metrów długości. Na tymczasowym końcu obwodnicy płynne zakończenie:

Dużo ponarzekałem, pomarudziłem i generalnie jad się sączył ze mnie niczym z rozwścieczonej anakondy, ale lubię tak. Na koniec dodam, że humor poprawił mi taki znak z ulicy Śliwy – proszę nie myśleć, że wpuszczając rowerzystów na chodniki nikt nie myśli o pieszych – myślą i to jak:

I tym oto optymistycznym akcentem kończę na dziś.

Reklamy
Comments
One Response to “Jazda jarocko-kortowsko-śródmiejska (Epopeja)”
  1. BorOl pisze:

    Uwaga na Krasickiego na „przejazd” przez Murzynowskiego – brak znaków pionowych. W Olsztynie jest taki bur… w oznakowaniu, że jego zinwentaryzowanie zajmie nam kilkanaście miesięcy. Posprzątanie co najmniej drugie tyle.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: