Na dobry początek

Od tygodnia jeżdżę na rowerze do pracy. Można powiedzieć, że decyzja ta zmieniła moje życie.

Mieszkam na os. Podleśna a pracuję na Jarotach; mam do pokonania 6km. Trasę dobrałem pod kątem minimalizacji interakcji z produktami p. Gustka. Dzięki temu, że mogę w płynny sposób konwertować się na pieszego, błyskawicznie (bo z pierwszeństwem drepcząc po przejściu dla pieszych) pokonuję większość skrzyżowań ulic. Mimo tego koniecznie muszę pokonać zsygnalizowane 2 przejścia dla pieszych, 2 przejazdy rowerowe i 1 skrzyżowanie.

Najbardziej absurdalne w całej tej trasie jest skrzyżowanie Sikorskiego/Dywizjonu 303. Na tym skrzyżowaniu, najdłuższa nieprzerwana droga rowerowa obsługująca największą sypialnię miasta nagle kończy się. Oczywiście jej koniec nie jest płynnym przejściem na ulicę. Wręcz nie wolno na tą ulicę wjeżdżać (znak B9). Jej koniec to możliwość złamania prawa podczas wjazdu na jedno z dwóch przejść dla pieszych. Po prostu trzeba zejść z roweru – inaczej się nie da. Jak już się zejdzie, to trzeba przekroczyć Sikorskiego – ja nie mam z tym problemów co często skutkuje karpikiem u kierowców muszących mnie puścić – przecież jak ktoś stoi przed przejściem dla pieszych to na pewno nie po to by przejść. Każdy stoi po to by stać – stąd zdziwienie kierowców, gdy jakiś szaleniec nagle postanawia po prostu przejść przez przejście dla pieszych.

Może teraz trochę o rowerkach. W sumie czynne mam dwa rowery. Jeden służy mi od 1999 roku – Trek 800 Trail. Rowerek idealny na wyprawy leśne, ale do miasta jest trochę męczący. Praktycznie całą trasę pokonuję na najszybszym biegu i macham nogami jak nawiedzony. Dodatkowo masa mojej energii marnuje się w wyniku tarcia wytwarzanego przez grubachne opony – żadne piaski im nie straszne, ale jakoś po drodze do pracy nie ma piasków…

Drugi rowerek to rower Grand, który otrzymałem w spadku :). Uruchomiłem go wczoraj i pierwsze jazdy są bardzo obiecujące. Duża rama, koła 28″, błotniki – po prostu genialny rower miejski. Jedyny problem to przednia przerzutka zachowująca się tak jakby nie planowano wrzucania 3 biegu. Prawie złamałem kciuka.

Żeby zakończyć optymistycznym akcentem, powiem, że dziś z powodu mega deszczu (prognozowanego) postanowiłem jechać paździochem – gazowozem powierzonym mi przez pracodawcę. Na szczęście nie mam wyrzutów sumienia – lało cały dzień równo – więc decyzja była słuszna…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: